Miasto Pajęczno nie posiada placu do rajdów samochodowych. Nic bardziej mylnego. Regularne tego typu drifty samochodowe odbywają się w godzinach późno wieczornych na pajęczańskiej targowicy. Pajęczańska policja wplata to w mapę zagrożeń. Częste patrole i wszystko wygląda w porządku. Dziwne, że pół miasta słyszy ryk silników na targowicy i późniejsze szarże na mieście, a stróże prawa w tym momencie osiągają stan pomroczności jasnej.

W ostatnich miesiącach na placu targowym w Pajęcznie regularnie odbywają się rajdy samochodowe. Szczególnie miłośnicy pojazdu marki rodem z Bawarii sprawdzają możliwości swoich pojazdów, moc silników i wcale się z tym nie kryją. Pisk opon, smród benzyny, huczy na pół miasta, by następnie kierowcy ulicami stolicy powiatu dawali popis szybkiej jazdy swoich maszyn. Bardzo Męscy Wyczynowcy pokazują do czego są zdolni, a funkcjonariusze zdawać by się mogło dają na to przyzwolenie. Mieszkańcy dzwonią do nas i monitują, aby coś z tym zrobić. Pajęczańska policja tłumaczy, iż zgodnie z tak zwaną mapą zagrożeń, było zgłoszone tylko jedno tego typu zdarzenie w środę 24 lipca. Na miejscu udał się patrol i nie potwierdził informacji. Najwyraźniej zgłoszenie było chybione, bądź panowie uprawiający nielegalny proceder rozpłynęli się we mgle, bądź co jest niewykluczone stworzyli odpowiednią zasłonę dymną. W piątek 23 sierpnia ponownie ryczały silniki na placu targowym. Pajęczańscy stróże prawa tłumaczą się, iż zgłoszenia nie otrzymali. Jak to więc możliwe, ze posadowiona komenda powiatowa policji w Pajęcznie, która w linii prostej jest oddalona od targowicy około 200 metrów i jak wskazuje jeden z naszych rozmówców wszyscy słyszeli, a policjanci nie. Na portalach społecznościowych pojawiają się niewybredne komentarze względem funkcjonariuszy. Najlepiej schować się za drzewem i polować z radarem, a gdzie trzeba to po prostu niebieskich aniołków nie ma. Tłumaczenie, które płynie z pajęczańskiej komendy jest godne oratorium lub wdzięcznego tedeum. Wmawia nam się informowanie, nagrywanie, a wówczas patrol uda się na miejsce, dokona błyskotliwej analizy sytuacji, przeprowadzi tak zwane czynności i okaże się, że targowica świeci pustkami. Pajęczańscy stróże prawa mają swoje osiągnięcia co do podchodzenia do niektórych spraw. Do śmiertelnych wypadków na terenie miasta jadą prawie 40 minut. W odpowiedzi na nasze zapytanie tworzą funkcję burmistrza powiatu pajęczańskiego, na co ówczesny rzecznik komendy wojewódzkiej odpowiada, że to jest tak zwana literówka. Nawet najmniej rozgarnięty posterunkowy organoleptycznie stwierdzi, że ślady po zdartym ogumieniu są świeże i jest ich na tyle dużo, ze w pirackich wyczynach nie uczestniczy jedno auto. – Jeśli proceder tego typu się potwierdzi sprawcy zostaną ukarani i nie wykluczamy sprawy do sądu – zaznacza Wioletta Mielczarek z pajęczańskiej policji. Jeśli natomiast idąc tym tokiem rozumowania dojdzie do tragedii i ktoś zginie na ulicy miasta ruszą procedury, które śmiertelnej ofierze pomogą tyle co umarłemu kadzidło. Pozostaje tylko czekać kiedy znowu rykną silniki i ile patroli pojawi się w tym miejscu. Sprawa jest banalnie prosta stołeczni policjanci rozwiązali ją bardzo szybko. Wyłapali grupę nielegalnych sportowców nałożyli potężne mandaty i skierowali wnioski do sądu. Na ile będą odważni pajęczańscy stróże prawa nie wiemy. Radzimy jednak aby „ w nowoczesnym budynku” obecnej komendy policji w Pajęcznie szczelnie zamykać okna, bo ryk silników i pisk opon może policjantom przeszkadzać w pracy.
